16/05/2011 22:27
Chodzi o sklepik spozywczy ulokowany w polnocnym wyjsciu z metra Natolin - odkad pamietam, standard obslugi rodem z czasow komuny, a ceny wyzsze, niz w okolicznych sklepach - np. nie maja terminala, a kiedy w kasie brakuje drobnych, wysylaja klienta po rozmiane - za aprobata Pani Szefowej (bo "trudno, zeby wlascicielka sklepu chodzila rozmieniac pieniadze!")Znacznie przyjemniej zrobisz zakupy na stacji benzynowej:)




